szybko i sprawnie realizował zamierzenia, dla których wstąpił w szeregi austriackie. Jednocześnie nawiązał bezpośrednie stosunki z oficerami Polakami. Ścisłą współpracę i solidarność legionową zadeklarowali mu porucznicy: Pareński, Wilhelm Siemieński, Tomicki, Gaweł, Menczak, Szczudłowski, Kubala, Pawłowski i Roland. de Beaurain prosił o przydział, w celu odbycia praktyki bojowej, do 27 eskadry lotniczej, działającej w Kowlu na odcinku, zajmowanym przez Legiony. Jednak, wobec wycofywania Legionów z frontu,
porażenia artylerią dalekosiężną. Kombinowanie więc z jakąś wyrafinowaną OPL (myśliwce nocne) – jeśli wiadomo że artyleria przeciwnika nawet jeśli nie dosięgnie wszystkich celów, to będzie w stanie skutecznie sparaliżować produkcję i transport – było chyba bezcelowe. Wybrzeże nie miało może charakteru przemysłowego ale miało istotne znaczenie komunikacyjne (w szczególności w przypadku wojny z Rosją). Tu może i myśliwce nocne miałby jakieś zastosowanie ale taniej (i nie wiem czy nie skuteczniej) było oprzeć
też musiały być ograniczane w udźwigu. Nieco solidniejsza nawierzchnia o nieco większej długości chyba nie była niemożliwa w wypadku wielu polowych lotnisk. Messer napisał(a):>Jak to w Polsce nie było okręgów przemysłowych, a COP ? Nie twierdzę, że trzeba COP bombardować w nocy. COP nie był „>klasycznym>” okręgiem przemysłowym, miał charakter rozproszony. Przyjęta dla niego obiektowa koncepcja OPL wydaje się słuszna. Z dwóch pozostałych ważnych okręgów czyli Śląska i Wybrzeża, pierwszy mógł paść ofiarą
w związku z politycznymi i organizacyjnymi przeobrażeniami, zmienił pierwotny zamiar i postarał się o przydział do 34-tej eskadry lotniczej na froncie włoskim nad Isonzo. Mniej więcej w tym samym czasie (wrzesień 1916), dzięki zabiegom por. de Beaurain’a i życzliwemu stosunkowi gen. Uzelacza, przyjęto do austriackiej szkoły pilotów w Krakowie trzech podoficerów legionowych: plutonowego Poznańskiego, kpr. de Beaurain z Polakami służby austriackiej rosło i pogłębiało się. Zjednał dla swej akcji
ciągle ewoluowały (to więcej jednostek, to mniej, to inna dyslokacja) to nic dziwnego że nie zdążono. Oczywiście lotnisko w Brześciu nie miało statusu polowego. aldrin>-em, że trudno mówić o jakimiś rodzaju broni (w tym przypadku PZL-37) jako [nie]nowoczesnym w oderwaniu od całego systemu – a więc od koncepcji użycia, szkolenia personelu, zabezpieczenia logistycznego itp. Nie nazwałbym masy bomb wynoszącej 880 - 1320 kg "żałosną". To była oczywiście ocena subiektywna, ktoś inny może nazwać
porażenia artylerią dalekosiężną. Kombinowanie więc z jakąś wyrafinowaną OPL (myśliwce nocne) – jeśli wiadomo że artyleria przeciwnika nawet jeśli nie dosięgnie wszystkich celów, to będzie w stanie skutecznie sparaliżować produkcję i transport – było chyba bezcelowe. Wybrzeże nie miało może charakteru przemysłowego ale miało istotne znaczenie komunikacyjne (w szczególności w przypadku wojny z Rosją). Tu może i myśliwce nocne miałby jakieś zastosowanie ale taniej (i nie wiem czy nie skuteczniej) było oprzeć
że w bombowcach Polska była w ekstraklasie jest dość odważne. Pomijając sam samolot (jego konstrukcję, technologię itd. władze wojskowe powinny zdawać sobie sprawę, że w obliczu konfliktu będą mieli do czynienia z olbrzymią przewagą (niezależnie czy ze wschodu, czy z zachodu) i lotnictwo (aby uchronić przed zagładą) będzie trzeba wykorzystywać z lotnisk polowych. One z kolei nie miały odpowiednich pasów aby zapewnić wykorzystanie potencjału "??osia". Z góry został on skazany na działanie "na
opiekę Polska Organizacja Wojskowa. de Beaurain, zwolniony wskutek kryzysu przysięgowego z Legionów, otrzymał od kpt. Stachiewicza ze sztabu POW polecenie utrzymywania łączności z lotnikami z armii austriackiej. Z ta nową misją udał się do Lwowa na wiosnę 1918 roku. Trzej podoficerowie legionowi: Poznański, Grzybowski i Zawisza, odkomenderowani we wrześniu 1916 r. do początkowej szkoły pilotów w Krakowie, szkolili się bardzo szybko. Niestety, już na początku odpadł z tej trójki Zawisza, który ze względu